Człowiek Warga:
Jest jedna, jedyna zajebista rzecz we wracaniu z pracy po 21, a wręcz po 23 nawet:
Nie ma
Kurwa
Korków!!!
I można jechać totalnie swobodnie.
Wtedy też paradoksalnie wyłącza mi się agresywne zapierdalanie slalomem, tylko majestatycznie, spokojnie, przy muzyce włączonej na maxa sunę sobie przez oświetlone, puste niczym bokserki Jarosława Kaczyńskiego, miejskie arterie.
Zapewne jest to wywołane tym, że nie muszę się spinać przed żadnymi światłami, nikt mi idiotycznie nie zajedzie drogi po to, żeby wlec się jak ruchnięty pod skorupę żółw, ani też nie muszę nadrabiać czasu ze względu na stanie w korkach.
Tym bardziej nie muszę się stresować tym, czy stoję na pasie, który się rusza, czy powinienem zjechać na ten obok, a potem na następny, wrócić na ten pierwszy i znów na ten drugi.
Mogę mieć to wszystko w piździe.
Jest cudownie.
Docenić to można dopiero wtedy, kiedy się zamieszka w Warszawie i porusza się po tym mieście metodą czterokołową.
Samochodowa noc to ulga, klimat i dusza w jednym, skondensowanym, zwykle dwudziestominutowym tripie do domu. Najlepiej z czymś naprawdę chwytającym za chuja i powodującym head while I'm drivin' w głośnikach;-)
Dzisiaj niestety też posiedzę do późna w robocie i jedynym pozytywnym aspektem tego faktu jest to, że na spokojnie wrócę dzięki temu do domu.
Bo ja tak w ogóle lubię jeździć dla samej jazdy. Nie ze względu na określone miejsce i cel podróży. Zresztą im bliżej jestem danego miejsca, tym odczuwam mniejszą radochę płynącą z jazdy. Najczęściej jest to spowodowane tym, że stresuje się czy będzie miejsce do zaparkowania, bo to jedna z najbardziej wkurwiających mnie rzeczy;-)
Innymi słowy: Dobrze jest czasami po prostu gonić króliczka.
Samochodem.
Nie ma
Kurwa
Korków!!!
I można jechać totalnie swobodnie.
Wtedy też paradoksalnie wyłącza mi się agresywne zapierdalanie slalomem, tylko majestatycznie, spokojnie, przy muzyce włączonej na maxa sunę sobie przez oświetlone, puste niczym bokserki Jarosława Kaczyńskiego, miejskie arterie.
Zapewne jest to wywołane tym, że nie muszę się spinać przed żadnymi światłami, nikt mi idiotycznie nie zajedzie drogi po to, żeby wlec się jak ruchnięty pod skorupę żółw, ani też nie muszę nadrabiać czasu ze względu na stanie w korkach.
Tym bardziej nie muszę się stresować tym, czy stoję na pasie, który się rusza, czy powinienem zjechać na ten obok, a potem na następny, wrócić na ten pierwszy i znów na ten drugi.
Mogę mieć to wszystko w piździe.
Jest cudownie.
Docenić to można dopiero wtedy, kiedy się zamieszka w Warszawie i porusza się po tym mieście metodą czterokołową.
Samochodowa noc to ulga, klimat i dusza w jednym, skondensowanym, zwykle dwudziestominutowym tripie do domu. Najlepiej z czymś naprawdę chwytającym za chuja i powodującym head while I'm drivin' w głośnikach;-)
Dzisiaj niestety też posiedzę do późna w robocie i jedynym pozytywnym aspektem tego faktu jest to, że na spokojnie wrócę dzięki temu do domu.
Bo ja tak w ogóle lubię jeździć dla samej jazdy. Nie ze względu na określone miejsce i cel podróży. Zresztą im bliżej jestem danego miejsca, tym odczuwam mniejszą radochę płynącą z jazdy. Najczęściej jest to spowodowane tym, że stresuje się czy będzie miejsce do zaparkowania, bo to jedna z najbardziej wkurwiających mnie rzeczy;-)
Innymi słowy: Dobrze jest czasami po prostu gonić króliczka.
Samochodem.
O 24 nie spotyka się za dużo przechodniów
Ani fanów Titanica
Niektórych w ogóle nie widać w nocy
Księżyc uroczy na żywo
Można wjechać w ciemny tunel
Są tylko people of the moon
Nie trafia się na mezalianse
Wozi się czym się chce
Jesteśmy odcięci od świata
Ale wg niego to i tak pewnie ukryta chęć ruchnięcia rodziców



-
ikselka:
-
marricka:
-
Macadam:
Pokaż wszystkie (4) ›