#requiem #emo #mr nobody #30 seconds to mars #jaed leto #Karramba jest emo hipsterem #sala samobójców #film
Podobał mi się film "Mr Nobody".
Pomimo uprzedzeń do hype'u, przekombinowanych historii i ogólnego emo-romasu to jednak okazało się, że ten film reprezentuje jeszcze jakieś wartości.
Gdyby nie było "Incepcji", "Eternal sunshine of the spotless mind", "Requiem for a dream", "Efektu motyla" i komiksu "Blankets" Craiga Thompsona, to uznałbym ten film za dzieło geniusza.
Byłby moim filmem na zawsze. Najważniejszym, najpiękniejszym, najgłębszym i najbardziej prawdziwym.
Jednakże te wszystkie dzieła istnieją, więc automatycznie 75% zajebistości i innowacyjności wypływa niczym sperma z odbytu podczas skurczu.
Szkoda.
Bo film ma gruby potencjał i jest tylko bardzo fajny.
Jest niezwykle zbliżony do tego jak ja myślę nad niektórymi sprawami. Niezwykle, ale nie idealnie. Oczywiście, że jest kurewsko naiwny i po chuju prosty.
Ale jest słodko kurewsko naiwny i miło po chuju prosty.
W tym tkwi cały jego urok i chęć wchłonięcia narracji.
Jak chcecie zobaczcie.
Jak Wam się nie chce to nie oglądajcie.
Wasz wybór.
I zarazem kwintesencja tego filmu;-)



-
Margaj:
-
Człowiek Warga:
-
Mishon:
Pokaż wszystkie (5) ›