#marilyn monroe #kanye west #gwiazdy #praca #brudna robota #mam obwisły bark #pudelek #diamenty #pojebana praca
Stoimy z Bilem przed hotelem w Poznaniu czekając na zdjęcia, gdy nagle podjeżdża i zatrzymuje się obok nas jakaś Skoda. Skoda tego wypasionego, limunyzowatego typu i wysiada z niej około czterdziestoletni koleś w dobrze skrojonym garniaku, ale z jakąś nerwowością w ruchach.
Idzie zdecydowanie w naszą stronę i włączam sobie ignore'a bo jestem przekonany, że chce sobie fotę jebnąć.
Nie chciał. Rzuca natomiast następująco:
"Witam panów, przepraszam, że w taki sposób, ale chciałbym z panami porozmawiać w pewnej kwestii, która jest na tyle poufna, że musielibyśmy porozmawiać w samochodzie. Nie zajmę Wam więcej niż 5 minut i jeżeli zgodzicie się na moją ofertę to będę wdzięczny, a jeżeli nie, to nie będę miał żalu i wszystko będzie ok".
Po czym zaczyna mentalnie ciągnąć Bila w stronę samochodu nawołując, żebyśmy szli za nim i pogadali w aucie, bo tutaj nie można. Mówił to tak pewnie, jakbyśmy mieli od roku zaplanowane, żeby wsiąść do tego samochodu.
Zapaliła mi się bardzo czerwona lampka i rzuciłem, że wolałbym nie, a jeżeli chce cokolwiek załatwiać to niech mówi. Był z nami taki jeden fotopstryk-kotleciarz, który stał sobie z boku i ewidentnie gościowi ze Skody chodziło o niego.
Przez chwilę przemyślałem różne scenariusze rozmowy i działania tego faceta, a kiedy rzucił z uśmiechem "No przecież chyba panów nie porwę!" to jeszcze bardziej zaszlabaniłem się w sobie.
Koleś jednak mocno nalegał, a mnie zaczeło brać przekonanie, że to facet typu: "Pochodzę z prowincji, ale dorobiłem się w chuj kasy poprzez ciułanie i chowanie mamony w siennik, a teraz mimo mojego oczywistego bucostwa mam wypasione auto, garniak, zegarek i zaproszę sobie na urodziny jakąś gwiazdę."
Znam takich w chuj.
Weszliśmy do samochodu, ale na wszelki wypadek nie domknąłem drzwi i rzuciłem porozumiewawcze spojrzenie fotopstrykowi, żeby miał na nas oko.(Jak się później okazało zawczasu obfotografował cały samochód i jego numery rejestracyjne;-)
No dobra, zatem jesteśmy w środku siedząc na skórzanych fotelach.
Auto widać, że nówka, koleś zaczyna nawijać i odkrywam w nim coś dziwnego. Mówi po polsku właściwie normalnie, nie myli się, wręcz gada podręcznikowo, lecz z drugiej strony jest to mowa za bardzo podręcznikowa. To tak jak pojechać do Hiszpanii zaraz po kursie języka. Mówi się tak kurewsko poprawnie, że rodowici Hiszpanie nie mają pojęcia o czym pierdolisz.
Wracając jednak do naszego bohatera: Wydaje mi się, że jest to ktoś, kto nauczył się mówić perfekcyjnie po polsku i właśnie ta jego perfekcyjność pokazuje mi, że polskiego to on się nauczył niedawno.
Nieważne.
Ważne jest to co mówi:
“Panowie...chciałem z Wami porozmawiać na osobności, ponieważ to co chcę Wam zaproponować powinno zostać między nami. Otóż reprezentuję pewną firmę i od razu zaznaczam: Nie chcę Wam nic sprzedawać. Chcę Wam tylko pomóc stać się bogatszymi ludźmi. Jestem przedstawicielem firmy handlującej...”
*Nerwowe werble*
“...Diamentami!!!”
W tym momencie ledwie powstrzymuje się przed parsknięciem kolesiowi w twarz.
Wytrzymuję jednak i słucham dalszej części wywodu.
“My handlujemy tymi pięknymi kamieniami, sprzedajemy, kupujemy, obracamy i Wy, bądź też Wasza firma może z nami wejść w spółkę, zarobi kupę forsy i będzie lepiej funkcjonować na rynku. Jesteśmy bardzo poważnym przedsiębiorstwem, wszystko jest w stu procentach legalne i nawet uczymy w szkołach studentów jak się tworzy i pozyskuje diamenty. Więcej panom opowiem przy naszym następnym spotkaniu. oto moje wizytówki. proszę się do jutra odezwać”
Wysiedliśmy z wozu, facet nam pomachał i odjechał, a my zaniemówieni ruszyliśmy w stronę śmietnika i machinalnie wrzuciliśmy tam jego wizytówki z wygrawerowanym diamencikiem na środku.
Powinienem teraz napisać, że upadły one na stos trzydziestu tych samych wizytówek, ale nie napiszę bo niestety tak było jedynie w żarcie, którym rzuciłem chwilę po tym zdarzeniu.
Przeżyliśmy spotkanie z polskim DiCaprio z "Krwawego diamentu".
Jakież to kurwa oczyszczające.
Powinienem teraz wrzucić jakieś diamonds are forever czy cokolwiek innego powiązanego, ale wrzucę coś bardzo alterglobalistycznego ze świetną nutą w dodatku;-) i garść sztuki.



-
ms.who:
-
nabokoff:
-
marricka:
Pokaż wszystkie (7) ›