Człowiek Warga:
Zastanawiała mnie niedawno jedna myśl dotycząca lekarzy.
Otóż składają oni przysięgę wedle której mają za wszelką cenę pomagać ludziom nieważne jakiej rasy, płci, wyznania, czy poglądów. Muszą im udzielić pomocy i tyle.
Weźmy zatem taką sytuację:
Mamy normalnego, wierzącego szczerze w to co robi lekarza, powiedzmy seksuologa. Nie jest skorumpowany.
Przychodzi do niego pacjent, którego nic kompletnie w całym świecie nie podnieca. Lekarz bada go bada po czym stwierdza, że rzeczywiście nie ma na całym ziemskim globie(i w kosmosie) ani jednej osoby/rzeczy/stanu, który mógłby podniecać faceta. Nie ma nic oprócz jednej rzeczy...samego lekarza!
Pacjent dostaje wzwodu jedynie w przypadku kiedy widzi pana doktora.
I teraz pytanie: Czy wierzący w leczenie ponad podziałami lekarz złamie się i chociaż raz obciągnie pacjentowi?
Czy w całej swojej chęci niesienia pomocy innym, wiedząc, że nikt o tym incydencie się nie dowie wypnie nieogolone dupsko?
Czy potraktuje sprawę jako przypadek medyczny i da się chociaż raz ruchnąć?
Od razu mówię, że nie chodzi o sytuację w której pacjent ma zagrażające życiu nabrzmiałe jądra z których nijak nie da sie odessać martwej, niebezpiecznej spermy.
Chodzi o czysto metafizyczną rzecz i to co się dzieje w głowie tego lekarza.
To dopiero kurwa zagwozdka...
Trochę tak jak ze świadomością, że została nam godzina życia i jesteśmy w stu procentach przekonani, że ratunku nie będzie, a jedyną osobą obok nas jest osoba, której nienawidzimy. Biedni byli Ci górnicy w Chile...tyle dni sodomii;-)
Otóż składają oni przysięgę wedle której mają za wszelką cenę pomagać ludziom nieważne jakiej rasy, płci, wyznania, czy poglądów. Muszą im udzielić pomocy i tyle.
Weźmy zatem taką sytuację:
Mamy normalnego, wierzącego szczerze w to co robi lekarza, powiedzmy seksuologa. Nie jest skorumpowany.
Przychodzi do niego pacjent, którego nic kompletnie w całym świecie nie podnieca. Lekarz bada go bada po czym stwierdza, że rzeczywiście nie ma na całym ziemskim globie(i w kosmosie) ani jednej osoby/rzeczy/stanu, który mógłby podniecać faceta. Nie ma nic oprócz jednej rzeczy...samego lekarza!
Pacjent dostaje wzwodu jedynie w przypadku kiedy widzi pana doktora.
I teraz pytanie: Czy wierzący w leczenie ponad podziałami lekarz złamie się i chociaż raz obciągnie pacjentowi?
Czy w całej swojej chęci niesienia pomocy innym, wiedząc, że nikt o tym incydencie się nie dowie wypnie nieogolone dupsko?
Czy potraktuje sprawę jako przypadek medyczny i da się chociaż raz ruchnąć?
Od razu mówię, że nie chodzi o sytuację w której pacjent ma zagrażające życiu nabrzmiałe jądra z których nijak nie da sie odessać martwej, niebezpiecznej spermy.
Chodzi o czysto metafizyczną rzecz i to co się dzieje w głowie tego lekarza.
To dopiero kurwa zagwozdka...
Trochę tak jak ze świadomością, że została nam godzina życia i jesteśmy w stu procentach przekonani, że ratunku nie będzie, a jedyną osobą obok nas jest osoba, której nienawidzimy. Biedni byli Ci górnicy w Chile...tyle dni sodomii;-)




-
Piekielna....:
-
szymonpiotr.pinger.pl:
-
Człowiek Warga:
Pokaż wszystkie (8) ›