Człowiek Warga:
Kiedyś normą dla mnie było robienie kilku wpisów dziennie. Potem czułem się źle jeżeli na jeden dzień nie walnąłem dwóch jakichkolwiek wrzut. Następnie jasnym się stało, że więcej niż jednego dziennie nie zrobię. Dzisiaj tak patrzę na to z boku i aż mi przykro, że mija tydzień a ja jednym wpisem raczę tutaj ogół. Jakoś tak wychodzi, że pomimo mniejszego natłoku zajęć po prostu, po ludzku nie mam czasu na grzebanie w sieci niczym w chorym sromidle i częstowania Was tymi zdegenerowanymi odpadkami. Musicie mi wybaczyć.
Dzisiejsza opowieść dotyczyć będzie imprez integracyjnych/wigilii w pracy/potańcówek pracowniczych.
Byłem na takiej jednej ostatnio. Nie swojej. Mieliśmy zlecenie, więc odpierdalaliśmy tam klasyczną chałturę. Siedzieliśmy sobie na backstage'u i standardowo piliśmy Balantynę z Colą. Nienawidzę Whisky/Whiskey, przez co piłem mało i miałem dosyć trzeźwy pogląd na to co się dzieje dookoła mnie. A działo się naprawdę śmiesznie. W pewnym momencie wylądowaliśmy na sali głównej, gdzie Ci wszyscy napierdoleni już pracownicy wraz ze swoimi partnerkami poczęli tańczyć do Jennifer Lopez. Ja ogólnie jestem typem imprezowego obserwatora, który zwykle gdzieś tkwi w kącie z tym cynicznym, wkurwiającym uśmieszkiem i wcale świdrującym wzrokiem i sobie podpatruję ludzkie zachowania. To trochę jak oglądanie National Geographic i w głowie od razu mam Sir Davida Attenborougha i Krystynę Czubównę.
Zwykle to jest tak:
Kobiety dzielą się na dwie kategorie - Te które myślą, że są zabawne i te, które myślą, że są seksowne.
Są po prostu pijane.
Mężczyźni dzielą się...nie dzielą się. Są po prostu pijani.
Ale tak czy siak widać tę zwierzęcą grę spojrzeń, ruchów, gestów, mimiki, tańca, śmiechu, słów i plwocin.
Kiedy jest się trzeźwym i nie zna nikogo to ma się ochotę popełnić widowiskowe samobójstwo.
Na szczęście udało mi się wyjść wcześniej.
Dzisiejsza opowieść dotyczyć będzie imprez integracyjnych/wigilii w pracy/potańcówek pracowniczych.
Byłem na takiej jednej ostatnio. Nie swojej. Mieliśmy zlecenie, więc odpierdalaliśmy tam klasyczną chałturę. Siedzieliśmy sobie na backstage'u i standardowo piliśmy Balantynę z Colą. Nienawidzę Whisky/Whiskey, przez co piłem mało i miałem dosyć trzeźwy pogląd na to co się dzieje dookoła mnie. A działo się naprawdę śmiesznie. W pewnym momencie wylądowaliśmy na sali głównej, gdzie Ci wszyscy napierdoleni już pracownicy wraz ze swoimi partnerkami poczęli tańczyć do Jennifer Lopez. Ja ogólnie jestem typem imprezowego obserwatora, który zwykle gdzieś tkwi w kącie z tym cynicznym, wkurwiającym uśmieszkiem i wcale świdrującym wzrokiem i sobie podpatruję ludzkie zachowania. To trochę jak oglądanie National Geographic i w głowie od razu mam Sir Davida Attenborougha i Krystynę Czubównę.
Zwykle to jest tak:
Kobiety dzielą się na dwie kategorie - Te które myślą, że są zabawne i te, które myślą, że są seksowne.
Są po prostu pijane.
Mężczyźni dzielą się...nie dzielą się. Są po prostu pijani.
Ale tak czy siak widać tę zwierzęcą grę spojrzeń, ruchów, gestów, mimiki, tańca, śmiechu, słów i plwocin.
Kiedy jest się trzeźwym i nie zna nikogo to ma się ochotę popełnić widowiskowe samobójstwo.
Na szczęście udało mi się wyjść wcześniej.



-
doribreslau:
-
adela:
-
gość:
Pokaż wszystkie (3) ›