Człowiek Warga:
Nie palę od pięciu lat. Ostatniego papierosa zapaliłem jakoś we wrześniu 2006. Od tego czasu nie miałem ani jednego momentu w którym chciałbym zapalić papierosa. Nieważne co złego, bądź dobrego się działo. Niedawno podczas pewnych wydarzeń postanowiłem jednak zajarać i wziąłem Mishonowi jej super mentol lighta..."zajarać" to było jednak za mocne słowo na to co zrobiłem, bo jedynie wziąłem pięć machów, podrapało mnie w gardle i w płucach i zgasiłem to obrzydlistwo o ściankę z balkonu. Szczerze mówiąc, to więcej fajek wdycham jak idę do knajpy i siedzę w palarni, bądź w miejscu gdzie się jara. Wtedy nie dość, że ja sam, to jeszcze cała moja skóra wdycha.
Ciekawi mnie czy są palacze bierni z wyboru...?
Ludzie, którzy robią wszystko, żeby się znaleźć w środowisku ludzi palących i przebywać z nimi w każdym momencie w którym jarają oni szlugi...sami nie paląc w ogóle...tylko wciągając każdym jebanym porem skóry dym, który kreci się gdzieś w powietrzu. To jest inna kategoria niż ludzie oglądający jak piją inni, bo Ci z kolei sami w żaden sposób w siebie jakichkolwiek substancji nie wpuszczają. Już sobie wyobrażam jak to jest:
Że niby dla towarzystwa? Nigga please! Jesteś jebanym, świadomym, biernym palaczem!
Ja sam w pracy mam w tej chwili tak, że wszyscy w pokoju jarają i przychodzą tam palić, a ja jako jedyny nie. Właściwie mi to nie przeszkadza, gdyż przez 7 lat mojego palenia przywyknąłem to dymu i zwyczajnie mnie on jebie. Aczkolwiek wszystko mi potem cuchnie papierosami, co też dla mnie nie jest jakimś wyrzygowym stanem. Nie lubię jednak jak mi dym nakurwia w oczy. To chyba jedyna rzecz, która mnie bardzo drażni w biernym paleniu. Ale wystarczy, że włączę sobie Mad Men, albo przypomnę swoje dzieciństwo, kiedy to palono w każdym możliwym miejscu i momencie to mnie zwyczajnie zaczyna to po prostu gówno obchodzić.
Wracając jednak do tamtego papierosa z którego ściągnąłem te nieszczęsne 5 buchów...uświadomiło mi to, że nigdy już nie będę palił, bo mi się zwyczajnie kurwa nie chce i kompletnie mnie to nie (nomen omen) jara. Nawet w mega stresowych sytuacjach.
Już lepiej wciągnąć kreskę.
Dobranoc.
Ciekawi mnie czy są palacze bierni z wyboru...?
Ludzie, którzy robią wszystko, żeby się znaleźć w środowisku ludzi palących i przebywać z nimi w każdym momencie w którym jarają oni szlugi...sami nie paląc w ogóle...tylko wciągając każdym jebanym porem skóry dym, który kreci się gdzieś w powietrzu. To jest inna kategoria niż ludzie oglądający jak piją inni, bo Ci z kolei sami w żaden sposób w siebie jakichkolwiek substancji nie wpuszczają. Już sobie wyobrażam jak to jest:
“Hej gdzie idziesz?”
“A...idę chwilę postać z Markiem jak będzie palił papierosa.”
Że niby dla towarzystwa? Nigga please! Jesteś jebanym, świadomym, biernym palaczem!
Ja sam w pracy mam w tej chwili tak, że wszyscy w pokoju jarają i przychodzą tam palić, a ja jako jedyny nie. Właściwie mi to nie przeszkadza, gdyż przez 7 lat mojego palenia przywyknąłem to dymu i zwyczajnie mnie on jebie. Aczkolwiek wszystko mi potem cuchnie papierosami, co też dla mnie nie jest jakimś wyrzygowym stanem. Nie lubię jednak jak mi dym nakurwia w oczy. To chyba jedyna rzecz, która mnie bardzo drażni w biernym paleniu. Ale wystarczy, że włączę sobie Mad Men, albo przypomnę swoje dzieciństwo, kiedy to palono w każdym możliwym miejscu i momencie to mnie zwyczajnie zaczyna to po prostu gówno obchodzić.
Wracając jednak do tamtego papierosa z którego ściągnąłem te nieszczęsne 5 buchów...uświadomiło mi to, że nigdy już nie będę palił, bo mi się zwyczajnie kurwa nie chce i kompletnie mnie to nie (nomen omen) jara. Nawet w mega stresowych sytuacjach.
Już lepiej wciągnąć kreskę.
Dobranoc.



-
piksi:
-
Szymon Piotr:
-
Człowiek Warga:
Pokaż wszystkie (13) ›