Człowiek Warga:
Obejrzałem właśnie Black Swan Aronofsky'ego.
i.
i.
i się nie zesrałem.
A ponoć miałem to zrobić wedle zapowiedzi wielu ludzi z mojego otoczenia.
Ja nie rozumiem...ludzie znający się na filmach i to całkiem nieźle pałują się nad tym filmem jak w pewnym momencie Natalie Portman twierdząc, że nie mają słów żeby wyrazić zachwyt...
Kurwa mać a dla mnie ten film jest tak kompletnie nieodkrywczy, że aż zgrzyta mi piasek w cewce moczowej.
Dla tych co nie lubią spoilerów: Jebcie się.(Czyli nie czytajcie dalej;-)
Na poczatku sądziłem, że wzorem Fight Clubu Mila Kunis będzie jedynie wytworem wyobraźni Portman, ale wydało się to dla mnie za proste jak na takiego reżysera i na takie rozdmuchanie wokół fabuły tego dzieła.
No i rzeczywiście nie była, ale tak naprawdę wytłumaczenie tej całej sytuacji było jeszcze bardziej banalne.
Oczywiście banalizm jest czasami tak eurekcyjnie genialny, że można sobie wbić pilnik w policzek.
Tutaj nie był.
Tutaj było po prostu banalnie.
A skończyło się identycznie jak w Zapaśniku. Niby wiemy, że koniec, pewnie śmierć itp, ale film urywa się tuż przed więc ni chuja nie wiadomo czy mamy happy end, czy sad end.
I tak właściwie jeden chuj.
Żadnego twistu, żadnej przekrętki. Wszystko przewidywalne jak gesty Bronisława Komorowskiego.
Przykro mi bo spodziewałem się, że Arronofsky przeorze mnie niczym Tomasz Jacyków partnera swojego syna.
Nie przeorał.
Co najwyżej odwinął naplet i delikatnie połechtał w okolicach odbytu.
To żadne skomplikowane dzieło. To jedynie nudnawa, jednowątkowa opowieść o dziewczynie stłamszonej przez matkę.
To już było ponad 20 lat temu w Carrie więc dzięki bardzo.
Bardziej odkrwycze jest Bacon Porno.
Zdecydowanie.
#!
i.
i.
i się nie zesrałem.
A ponoć miałem to zrobić wedle zapowiedzi wielu ludzi z mojego otoczenia.
Ja nie rozumiem...ludzie znający się na filmach i to całkiem nieźle pałują się nad tym filmem jak w pewnym momencie Natalie Portman twierdząc, że nie mają słów żeby wyrazić zachwyt...
Kurwa mać a dla mnie ten film jest tak kompletnie nieodkrywczy, że aż zgrzyta mi piasek w cewce moczowej.
Dla tych co nie lubią spoilerów: Jebcie się.(Czyli nie czytajcie dalej;-)
Na poczatku sądziłem, że wzorem Fight Clubu Mila Kunis będzie jedynie wytworem wyobraźni Portman, ale wydało się to dla mnie za proste jak na takiego reżysera i na takie rozdmuchanie wokół fabuły tego dzieła.
No i rzeczywiście nie była, ale tak naprawdę wytłumaczenie tej całej sytuacji było jeszcze bardziej banalne.
Oczywiście banalizm jest czasami tak eurekcyjnie genialny, że można sobie wbić pilnik w policzek.
Tutaj nie był.
Tutaj było po prostu banalnie.
A skończyło się identycznie jak w Zapaśniku. Niby wiemy, że koniec, pewnie śmierć itp, ale film urywa się tuż przed więc ni chuja nie wiadomo czy mamy happy end, czy sad end.
I tak właściwie jeden chuj.
Żadnego twistu, żadnej przekrętki. Wszystko przewidywalne jak gesty Bronisława Komorowskiego.
Przykro mi bo spodziewałem się, że Arronofsky przeorze mnie niczym Tomasz Jacyków partnera swojego syna.
Nie przeorał.
Co najwyżej odwinął naplet i delikatnie połechtał w okolicach odbytu.
To żadne skomplikowane dzieło. To jedynie nudnawa, jednowątkowa opowieść o dziewczynie stłamszonej przez matkę.
To już było ponad 20 lat temu w Carrie więc dzięki bardzo.
Bardziej odkrwycze jest Bacon Porno.
Zdecydowanie.
#!



-
Korneelijha:
-
Wenus z Willendorfu:
-
Mishon:
Pokaż wszystkie (9) ›