Człowiek Warga:
Do boziej kurwy mać!
Ja mam jakiegoś spierdolonego pecha.
Jak nie urok to sraczka; Jak nie gangrena to HIV; Jak nie chuj w dupie to moszna w ustach.
Najpierw fryzjer wyrzygał mi w twarz na pełnym lajcie kwotę od której moja brązowa skarbonka przewróciła się na różową stronę, po czym wracając od niego kierownica zaczęła dziwnie chodzić i coś sobie w moim samochodzie jebnęło.
Wspomaganie wysiadło, zapaliła się lampka z akumulatora(w sumie nie wiem po chuj tak naprawdę...), więc wysiadłem i widze na ziemi za autem jakąś jebaną, ułamaną, przypaloną rolkę. Wsiadłem z powrotem do mojego niezawodnego, nigdy nie psującego się rydwanu w który nie wpierdoliłem wcale w ciągu roku jego równowartości i pojechałem do mechanika.
Tak. Ze zjebanym wspomaganiem kompletnie nie wiedząc czy czasem auto za chwilę nie wybuchnie skoro jakieś części z niego odpadają.
W międzyczasie stojąc na światłach 200 metrów od zakładu mechanicznego zadzwonił do mnie ów fryzjer. Przez chwilę przemknęło mi, że się jebnął i za dużo ode mnie zażądał. Nie jebnął się. Wyświetliło mu się, że do niego dzwoniłem, więc oddzwonił. Sekundę po jego oddzwonieniu w szybkę z prawej strony zapukał jakiś gówniarz, który okazał się być panem policjantem! Nie pomogły moje tłumaczenia, pokazywanie zerwanej rolki, ani groźby, że zaraz mi auto siądzie i to będzie jego wina. Przyjebał mi 200 złotych kredytowego za rozmowę podczas jazdy. Na szczęście żadnych punktów...
U mechanika, kiedy pokazałem rolkę panu, pobiegł on do swoich kolegów, żeby im pokazać to zjawisko z dzikim śmiechem i niedowierzaniem. Byłem już przekonany, że coś się tak potężnie spierdoliło, że auto będzie do kasacji, albo bezsensownej reanimacji.
Na szczęście powiedział, że to najprawdopodobniej rolka z paska klinowego i wystarczy zamówić nową, ale nowej akurat nie ma, więc trzeba od razu zamówić taką z napinaczem w zestawie, więc zamiast 60 złotych, trzeba mnie ruchnąć na 190, plus zapewne pasek klinowy, który(jak mi powiedzieli panowie) mógł się wjebać pod silnik i zabić auto, ale na szczęście pozostał na swoim miejscu skoro dojechałem do nich. No chuj. Plus do tego dojdzie zapewne robocizna.
Zajebiście w kurwę zczyraczałą!
Już raz miałem taki dzień trzy lata temu jak jechaliśmy na Sylwestra. Najpierw rano potrąciłem samochód jakiegoś japończyka, potem nas ruchnęli w fast foodzie "Viking" na 120 zeta za dwie ryby, później jadąc trasą WZ odpadł mi tłumik i po dwugodzinnej naprawie, kiedy była już 19:00 złapała mnie policja na 500 złotych i 10 punktów.
Kocham takie dni. Przypominają mi o tym, że jestem tylko człowiekiem i wszystko się może spierdolić w jednej sekundzie.
Oczywiście nie mam tak przesranego dnia jak kobiety na Haiti, Żydzi podczas okupacji, czy ktokolwiek kiedykolwiek w Rwandzie...
To pocieszające i mobilizujące.
Ale przynajmniej włosy mnie w końcu nie łaskoczą po mordzie nawet jak opadają nań.
-
Lazy Bastard:
-
treblinka:
-
Człowiek Warga:
Pokaż wszystkie (3) ›