Człowiek Warga:
Jestem przy końcówce 4 sezonu amerykańskiej wersji The Office i mam przekurwisty dylemat...
Naprawdę nie wiem, która wersja mi się bardziej podoba...ciężko jest mi się określić.
Z Jednej strony amerykańska ma więcej odcinków, ale z drugiej brytyjska jest pierwowzorem. W prawym narożniku mamy Garetha, a w lewym mamy Dwighta. No i przede wszystkim w czerwonych spodenkach występuje Steve Carrel, a w niebieskich Ricky Gervais...Naprawdę kurwa ciężko mi wybrać. Ostanio zresztą widziałem film w reżyserii Gervaisa(z nim w roli głównej oczywiście;-) "Invention of lying". Ciekawy pomysł. Opowieść o świecie gdzie nikt nie wie jak kłamać. Ba! Nikt nie potrafi tego robić i mówi zawsze to co myśli. Gervaisowi coś się we łbie przestawia i udaje mu się skłamać co sukceswnie kontynuuje. W pewnym momencie film się rozjeżdża i to dosyć mocno, ale i tak jest fajny. Fajny jest też dlatego, że epizody zagrali tam Edward Norton, Phillip Seymour Hoffman i Jonah Hill.
Jest jednak kurewsko nierówny. Z jednej strony jest cały czas śmiesznie, a nagle robi się głupio poważnie.
No ale chuj.
Ja nie o tym.
Wróćmy do biura.
Kurwa dalej nie wiem.
Dwight jest przezajebistym konserwatywnym spiskowcem, ale Gareth jest bardziej obleśnym(i bardziej przypominającym Gracjana) kolesiem starającym się być turboluzakiem. Jim i Pam nie różnią się w ogóle.
W amerykańskiej wersji Dwight nie ma takiego kumpla jak Oggmonster.
Ale z kolei Gareth nie wychował się na farmie Shrute'ów...
ehh...no więc wszytko rozbija się o jedną postać...
O szefa.
I tu muszę przyznać, że jednak Gervais wygrywa...kurwa mać Carrel jest świetny, ale jest świetnie idiotyczny.
Natomiast Gervais jest świetnie złośliwy, świetnie zadufany i świetnie obleśny. Ma większą głębię.
No i cały czas dotyka się po krawacie;-)
A tutaj było legendarne pierdolnięcie;-)
-
Rodzynka:
-
Margaj:
-
Człowiek Warga:
Pokaż wszystkie (3) ›