Człowiek Warga:
Chcecie poczytać o nerwicach natręctw Człowieka Wargi?
Jak tak...to czytajcie, jak nie...to nie czytajcie!
Nerwice natręctw zaczęły się u mnie pojawiać już we wczesnych fazach dzieciństwa. Nie umiałem czesto usiedzieć na dupie i robiłem różne dziwne rzeczy. Cały czas machałem nogą(jak nie machałem i było mi w nią ciepło to dopadała mnie klaustrofobia-do dziś tak mam).
W tatmtym okresie(miałem jakieś 6-10 lat) kiedy jechałem samochodem to żuchwą "przeskakiwałem" mijane samochody. Pewnie wzięła mi się ta zabawa z nudów, bo co wtedy dzieciak mógł robić w aucie oprócz walenia konia?
Ta zabawa przerodziła się później w obowiązek. Niby wiedziałem, że nic się nie stanie jak nie "przeskoczę" nadjeżdżającego samochodu żuchwą(czyli jak się zbliża odchylam ją w prawo, a jak już przeskoczę to daję w lewo;-), ale mimo wszystko ciągle to robiłem. Kiedy dojeżdżaliśmy na miejsce, albo kiedy przestawałem to robić to "zamazywałem" na różne strony żuchwą cały obrazek.
Ciężko jest mi zobrazować Wam to dokładniej;-)
Kolejną rzeczą było to, że na każdym meczu mojego Brata(o ile siedziałem na trybunach, bo czasem się tak denerwowałem, że spierdalałem nawet kilometr od kortów, żeby nie słyszeć braw i innych takich) musiałem robić coś, żeby on wygrał. Na przykład jak jego przeciwnik miał odbić piłkę to zaciskałem ręcę w pięści, a jak Bartek, to palce wskazujące dawałem do góry.
Głupie.
Ale gdzieś tam w mojej głowie działało.
Później mając lat około 14 wyczytałem, że są to właśnie nerwice natręctw. Wciąż jednak żyłem w przekonaniu, że jestem jedyną osobą, która ma takie durne zachowania.
Następnie moje nerwice ewoluowały. Tak naprawdę unormowało je liceum.
Zaczęliśmy z kumplami mówić i robić różne rzeczy, których nie musieliśmy mówić, ani robić, ale jednak miały one miejsce.
Między innymi:
Kiedy widzieliśmy czarnoskórego człowieka musieliśmy na głos powiedzieć od niechcenia "murzyn". Bez jakiegokolwiek podteksu rasistowskiego. Raz prawie dostaliśmy wpierdol, gdy na Roskilde powiedzieliśmy tak jak się okazało Polakowi;-)
Kiedy widzieliśmy kuriera na rowerze to musieliśmy krzyknąć za nim: "złodziej!"
Kiedy spotykaliśmy zakonnicę musieliśmy splunąć nieparzystą ilość razy.
Kiedy bekaliśmy to musieliśmy zawsze powiedzieć "szyszka".(albo chociaż pomyśleć;-)
To były nasze takie rytuały, które ulotniły się dopiero parę lat po liceum.
Mi jeszcze ostały się wówczas wymyślone przeze mnie:
Po zobaczeniu policjanta, czy czegokolwiek z policją związanego musiałem sobie w myślach szybko wyrecytować: "CHWDPJPK Chuj W Dupę Policji Jebać Policyjne Kurwy" Najlepsze jest to, że nic do nich nie miałem. Po prostu utrwaliło mi się to w głowie i nie potrafiłem tego pokonać.
Kiedy zaś szedłem do kibla, to zanim na nim usiadłem musiałem tak jakby zajrzeć przez firankę okna po prawej stronie i okna przede mną. Mało istotne, że często okien nie było. Musiałem wykonać taki gest. Zresztą jak tak sobie teraz przypominam, to kiedy byłem mały to odliczałem na kiblu od 60 do zera zanim cokolwiek się zaczęło;-)
Pamiętam jak oglądałem Dzień Świra. Wcale mnie nie zaskoczyło to, ale podwójnie mnie bawił ten film wówczas;-)
Kurwa najgorsze, że niektóre z moich przywar, wierzeń, czyli nerwic przetrwały do dzisiaj. I ja wiem, że chuj mi się stanie, ale na wszelki wypadek jednak gdzieś tam recytuję sobie w głowie różne rzeczy i wykonuję dziwne gesty. Cieszę się tylko z tego, że nie utrudniają mi życia, bo są tacy ludzie, którzy z domu nie wyjdą bez paru rytuałów.
Kiedyś nerwicą natręctw obarczyłem dwa utwory. Gdy tylko słyszałem ich melodię to natychmiast musiałem je wyłączyć, bo wiedziałem, że mi się coś spierdoli w związku. A nie daj boże, że bym zaśpiewał kawałek tekstu...ja pierdolę chyba bym się wówczas pociął. Jeden z tych utworów to utwór wybitny i wielka szkoda, że przez własną głupotę nie słuchałem go przez chyba 7 lat. Na szczęście mi przeszło ze 3 lata temu. Drugi utwór to utwór mojego dzieciństwa i dorastania. Kurwa kochałem się w tej ździrze o kręconych włosach i w jej kolczyku w nosie. W ogóle jak miałem 9-12 lat to strasznie mnie kręciły w miarę ładne buzie z kolczykami w nosie. Było coś w tym uberseksualnego dla mnie. Na szczęście z tego również się wyleczyłem;-)
Reasumując: Nerwice natręctw dotykają wielu i chuj. To po prostu zwykłe przesądy. Opierają się na tych samych mechanizmach, tylko siedzą głębiej w psychice. Najważniejsze to nie dać się zdominować. Można mieć ich miliony byleby tylko nie rozpierdalały Wam życia.
Napiszcie zresztą co Wy macie na sumieniach;-)
W każdym razie wydaje mi się, że chyba największą nerwicą natręctw o największym zasięgu jest Bóg.
Na pewno.
Ciekawe jakie on ma nerwice...
Kurwa nigdzie nie ma klipu...
Jak tak...to czytajcie, jak nie...to nie czytajcie!
Nerwice natręctw zaczęły się u mnie pojawiać już we wczesnych fazach dzieciństwa. Nie umiałem czesto usiedzieć na dupie i robiłem różne dziwne rzeczy. Cały czas machałem nogą(jak nie machałem i było mi w nią ciepło to dopadała mnie klaustrofobia-do dziś tak mam).
W tatmtym okresie(miałem jakieś 6-10 lat) kiedy jechałem samochodem to żuchwą "przeskakiwałem" mijane samochody. Pewnie wzięła mi się ta zabawa z nudów, bo co wtedy dzieciak mógł robić w aucie oprócz walenia konia?
Ta zabawa przerodziła się później w obowiązek. Niby wiedziałem, że nic się nie stanie jak nie "przeskoczę" nadjeżdżającego samochodu żuchwą(czyli jak się zbliża odchylam ją w prawo, a jak już przeskoczę to daję w lewo;-), ale mimo wszystko ciągle to robiłem. Kiedy dojeżdżaliśmy na miejsce, albo kiedy przestawałem to robić to "zamazywałem" na różne strony żuchwą cały obrazek. Ciężko jest mi zobrazować Wam to dokładniej;-)
Kolejną rzeczą było to, że na każdym meczu mojego Brata(o ile siedziałem na trybunach, bo czasem się tak denerwowałem, że spierdalałem nawet kilometr od kortów, żeby nie słyszeć braw i innych takich) musiałem robić coś, żeby on wygrał. Na przykład jak jego przeciwnik miał odbić piłkę to zaciskałem ręcę w pięści, a jak Bartek, to palce wskazujące dawałem do góry.
Głupie.
Ale gdzieś tam w mojej głowie działało.
Później mając lat około 14 wyczytałem, że są to właśnie nerwice natręctw. Wciąż jednak żyłem w przekonaniu, że jestem jedyną osobą, która ma takie durne zachowania.
Następnie moje nerwice ewoluowały. Tak naprawdę unormowało je liceum.
Zaczęliśmy z kumplami mówić i robić różne rzeczy, których nie musieliśmy mówić, ani robić, ale jednak miały one miejsce.
Między innymi:
Kiedy widzieliśmy czarnoskórego człowieka musieliśmy na głos powiedzieć od niechcenia "murzyn". Bez jakiegokolwiek podteksu rasistowskiego. Raz prawie dostaliśmy wpierdol, gdy na Roskilde powiedzieliśmy tak jak się okazało Polakowi;-)
Kiedy widzieliśmy kuriera na rowerze to musieliśmy krzyknąć za nim: "złodziej!"
Kiedy spotykaliśmy zakonnicę musieliśmy splunąć nieparzystą ilość razy.
Kiedy bekaliśmy to musieliśmy zawsze powiedzieć "szyszka".(albo chociaż pomyśleć;-)
To były nasze takie rytuały, które ulotniły się dopiero parę lat po liceum.
Mi jeszcze ostały się wówczas wymyślone przeze mnie:
Po zobaczeniu policjanta, czy czegokolwiek z policją związanego musiałem sobie w myślach szybko wyrecytować: "CHWDPJPK Chuj W Dupę Policji Jebać Policyjne Kurwy" Najlepsze jest to, że nic do nich nie miałem. Po prostu utrwaliło mi się to w głowie i nie potrafiłem tego pokonać.
Kiedy zaś szedłem do kibla, to zanim na nim usiadłem musiałem tak jakby zajrzeć przez firankę okna po prawej stronie i okna przede mną. Mało istotne, że często okien nie było. Musiałem wykonać taki gest. Zresztą jak tak sobie teraz przypominam, to kiedy byłem mały to odliczałem na kiblu od 60 do zera zanim cokolwiek się zaczęło;-)
Pamiętam jak oglądałem Dzień Świra. Wcale mnie nie zaskoczyło to, ale podwójnie mnie bawił ten film wówczas;-)
Kurwa najgorsze, że niektóre z moich przywar, wierzeń, czyli nerwic przetrwały do dzisiaj. I ja wiem, że chuj mi się stanie, ale na wszelki wypadek jednak gdzieś tam recytuję sobie w głowie różne rzeczy i wykonuję dziwne gesty. Cieszę się tylko z tego, że nie utrudniają mi życia, bo są tacy ludzie, którzy z domu nie wyjdą bez paru rytuałów.
Kiedyś nerwicą natręctw obarczyłem dwa utwory. Gdy tylko słyszałem ich melodię to natychmiast musiałem je wyłączyć, bo wiedziałem, że mi się coś spierdoli w związku. A nie daj boże, że bym zaśpiewał kawałek tekstu...ja pierdolę chyba bym się wówczas pociął. Jeden z tych utworów to utwór wybitny i wielka szkoda, że przez własną głupotę nie słuchałem go przez chyba 7 lat. Na szczęście mi przeszło ze 3 lata temu. Drugi utwór to utwór mojego dzieciństwa i dorastania. Kurwa kochałem się w tej ździrze o kręconych włosach i w jej kolczyku w nosie. W ogóle jak miałem 9-12 lat to strasznie mnie kręciły w miarę ładne buzie z kolczykami w nosie. Było coś w tym uberseksualnego dla mnie. Na szczęście z tego również się wyleczyłem;-)
Reasumując: Nerwice natręctw dotykają wielu i chuj. To po prostu zwykłe przesądy. Opierają się na tych samych mechanizmach, tylko siedzą głębiej w psychice. Najważniejsze to nie dać się zdominować. Można mieć ich miliony byleby tylko nie rozpierdalały Wam życia.
Napiszcie zresztą co Wy macie na sumieniach;-)
W każdym razie wydaje mi się, że chyba największą nerwicą natręctw o największym zasięgu jest Bóg.
Na pewno.
Ciekawe jakie on ma nerwice...
Kurwa nigdzie nie ma klipu...



-
Człowiek Warga:
-
Krzysiek:
-
Człowiek Warga:
Pokaż wszystkie (26) ›