Człowiek Warga:
HELENA BOHNAM-CARTER
Kiedyś dałbym się za nią pokroić. Nie za aktorstwo, ale za urodę i postaci, które grała. Byłem totalnie, fatalnie zabujany w Marli z Fight Club. Wszyscy moi koledzy wielbili Pamelę, Carmen Electrę i wszystkie inne puste ciała. Ja kochałem Helenę palącą papierosa i rżnącą się jednocześnie. Ten jej seks, brud i szalone zdziczenie odpowiadało mi w stu procentach. Miała w oczach takie kurwienie się, że robiło mi się gorąco w lędźwiach. Co zrobić? Byłem chudym piętnastolatkiem szukającym ostrych przygód i wiedzący, że na razie one nie nastąpią;-)
Po jakimś czasie zauważyłem, że stopień seksu w niej zanika, za to zwiększa się stopień brudu.
Właśnie wróciłem z Harrego Pottera(tak, kurwa byłem w kinie na Harrym Potterze...możecie mi to wypominać, ale mam to głęboko w kiszce stolcowej!

i zrozumiałem, że jej brud osiągnął pułap lekko kloszardzi. Taka z niej się zrobiła Amy Winehouse, może nie w fazie ekstremalnej, ale początkowo-blake'owej.
Żebyście mnie też źle nie zrozumieli...lubię trochę brudu i zezwierzęcenia, ale w pewnych granicach;-)
Co zrobić...a tak z innej beczki, to chciałem koniecznie jej kurtkę ze "sztuki latania"...biało-czerwona, motocyklowa skóra z logiem Lucky Strike(wtedy to były moje ulubione fajki)...
Wracając jednak do samej Heleny...trochę tu wina Burtona tak mi się wydaje. Specjalnie obsadzał ją w coraz bardziej obleśnych, brudnych i odstręczających rolach, żeby nikogo już nie podniecała jego żona;-)Mam takie wrażenie, że ona czasem trochę zalatuje...oczywiście wszyscy ludzie w pewnym momencie śmierdzą mniej lub bardziej, ale mi się wydaje, że ona świadomie czasem bardziej capi;-)
Zmieniają się czasy, zmieniają się obyczaje, zmieniają się ludzie. Nie zmienia to faktu, że moje 15letnie prącie i libido było blisko Marli Singer...a przynajmniej okładki VHSa;-)
-
jagoda.:
-
Człowiek Warga:
-
nens:
Pokaż wszystkie (5) ›