Człowiek Warga:
CYTAT:
PROSZĘ BARDZO ZATEM!
Człowiek Warga: Kiedyś poszedłem na targ rybny w Medyce. Spotkałem trzy żółtorogie ślimaki naplecznikowe. Wzdrygnęły się niczym Hefajstos po CEBULI zakrapiannej nagminnym potem dziewięcioletniego Krzysia. Obeszły mnie znienacka. nawet się nie spostrzegłem, kiedy jeden z nich zaczał podgryzac mi pęciny. Było to o tyle niekomfortowe, że wyciąłem je sobie osobiście tydzień temu. On odkrył jednak fantomy tych pęcin i zawziął się jak Ułan przed menstruacją Marioli. Pomyslałem sobie: Hola, hola! Przecież dzisiaj jest SOBOTA(!!!), a w ten święty, szabastyczny dzień takie coś nie powinno mieć miejsca. Zsezdłem zatem do bieda-szybu po pomoc kogoś cilnego jak Przemysław Gosiewski i mądrego jak grasica Sary may. Znalazłem od razu profesora Stephena W. Hawkinga przywiązanego niczym bulterier Mariusza Pudzianowskiego do kaloryfera. Ucieszył się neizmiernie, zamerdał mechanicznym ogonem i włączył swoje odrzutowe silniki w kolanach. Niestey nie był mi on potrzebny, gdyż NAGMINNIE(!!!) próbował posiąść moje stawy skokowe. Nagle wyskoczył na mnie przerośniety CZOSNEK(!!!) w ząbek czesany. Zasłoniłem się szyderczym śmiechem i uciekłóem niczym nadmuchany potwór Mistrza Twardowskiego. Bardzo bolał mnie bakelit więc poszedłem do najbliższego ortodonty. Ten powiedział, że nic mi nie jest i mogę wracac na atrg. Wróciłem. Kupiłem dorsza i rozgniotłem trzy zółtorogie ślimaki naplecznikowe na miazgę. Cały dzień po tym ŚWIĘTOWAŁEM(!!!) niczym Andrzej Samson po udanej wizycie w przedszkolu.
Dombro: Kurwa...jaki ty jestes pojebany! Czego miał dotyczyć ten wpis? Zachowujesz się jakbyś się nawpierdalał nagminnie cebuli i czosnku i pracował w sobotę...
Tak z anusowej strony...co w tym kurwa dziwnego?
“...a skoro tu już jestem!....... to proszę...wrzuć parę kurewskich fotek lub tekstów dotyczących tych co świętują w sobotę i żrą nagminnie czosnek i cebule......to uwierzę, że jesteś "tolerancyjny" wobec wszystkich!...”
PROSZĘ BARDZO ZATEM!
Człowiek Warga: Kiedyś poszedłem na targ rybny w Medyce. Spotkałem trzy żółtorogie ślimaki naplecznikowe. Wzdrygnęły się niczym Hefajstos po CEBULI zakrapiannej nagminnym potem dziewięcioletniego Krzysia. Obeszły mnie znienacka. nawet się nie spostrzegłem, kiedy jeden z nich zaczał podgryzac mi pęciny. Było to o tyle niekomfortowe, że wyciąłem je sobie osobiście tydzień temu. On odkrył jednak fantomy tych pęcin i zawziął się jak Ułan przed menstruacją Marioli. Pomyslałem sobie: Hola, hola! Przecież dzisiaj jest SOBOTA(!!!), a w ten święty, szabastyczny dzień takie coś nie powinno mieć miejsca. Zsezdłem zatem do bieda-szybu po pomoc kogoś cilnego jak Przemysław Gosiewski i mądrego jak grasica Sary may. Znalazłem od razu profesora Stephena W. Hawkinga przywiązanego niczym bulterier Mariusza Pudzianowskiego do kaloryfera. Ucieszył się neizmiernie, zamerdał mechanicznym ogonem i włączył swoje odrzutowe silniki w kolanach. Niestey nie był mi on potrzebny, gdyż NAGMINNIE(!!!) próbował posiąść moje stawy skokowe. Nagle wyskoczył na mnie przerośniety CZOSNEK(!!!) w ząbek czesany. Zasłoniłem się szyderczym śmiechem i uciekłóem niczym nadmuchany potwór Mistrza Twardowskiego. Bardzo bolał mnie bakelit więc poszedłem do najbliższego ortodonty. Ten powiedział, że nic mi nie jest i mogę wracac na atrg. Wróciłem. Kupiłem dorsza i rozgniotłem trzy zółtorogie ślimaki naplecznikowe na miazgę. Cały dzień po tym ŚWIĘTOWAŁEM(!!!) niczym Andrzej Samson po udanej wizycie w przedszkolu.
Dombro: Kurwa...jaki ty jestes pojebany! Czego miał dotyczyć ten wpis? Zachowujesz się jakbyś się nawpierdalał nagminnie cebuli i czosnku i pracował w sobotę...
Tak z anusowej strony...co w tym kurwa dziwnego?



-
gość:
-
gość:
-
Człowiek Warga:
Pokaż wszystkie (3) ›